Niedzielna Msza święta bywa dla wielu rodziców jednym z najtrudniejszych wyzwań wychowawczych. Dlaczego?

 
Agata Rybczyk
 

Gdy tylko nasz maluch znudzi się pobożną atmosferą (co zdarza się często jeszcze przed znakiem krzyża rozpoczynającym Mszę), zaczyna wiercić się, gadać, chodzić, biegać, marudzić, płakać, wściekać się itp. (Niepotrzebne można skreślić lub dopisać coś od siebie). A wtedy – wszystkie pobożne oczy parafian zwrócone są z dezaprobatą na nas – rodziców, z surowym spojrzeniem: zróbcie coś!!!

 

poszukajmy sposobu

Co tu zrobić… Możliwości są ograniczone, bo krzyknąć nie wypada, a dać klapsa to niepoprawne politycznie. Jedyny sposób, który najczęściej przychodzi nam do głowy, to wyjść i nigdy nie wracać, może conajwyżej w okolicy Pierwszej Komunii. Zdarzają się też bardziej zaangażowani rodzice maluchów, którzy tak łatwo nie zrezygnują z edukacji religijnej swoich pociech, tych w trakcie Mszy spotkać możemy przed kościołem lub w przedsionku.

Oczywiście, wiele zależy od wieku dziecka, ale ja z mężem jesteśmy zwolennikami zabierania dzieci do kościoła od urodzenia i chodzenia na Mszę całą rodziną. Wydało nam się to dość naturalne. Wszystkich innych rzeczy: jedzenia, chodzenia, biegania czy jeżdżenia na rowerze – maluchy uczą się ćwicząc, uznaliśmy więc, że chodzić do kościoła i odpowiednio się tam zachowywać, synowie mogą nauczyć się tylko przez praktykę.

Problem złego zachowania dzieci w kościele, to tak naprawdę problem rodziców, którzy nie umieją albo nie mają pomysłu, jak w tak specyficznych okolicznościach jak Msza święta powinni sobie z latoroślami poradzić. Dzieci natychmiast wyczuwają bezradność rodziców i z właściwą sobie lubością wchodzą w rolę pana sytuacji.

 

od zadawania pytań są dzieci

Po kolejnej Mszy świętej, na której nasi synowie zdecydowanie przegięli z zachowaniem, zapytaliśmy ich, dlaczego byli niegrzeczni (odkrywamy ostatnio, że pytanie „dlaczego?” jest jednym z najgłupszych, które można zadać dziecku), na co nasz starszy syn po chwili zastanowienia odpowiedział – Mamo, a co to znaczy „grzeczny”? To było bardzo mądre pytanie. Zorientowaliśmy się, że nie sprecyzowaliśmy, o co właściwie nam chodzi. Nasz kościelny regulamin od tamtej pory wygląda tak : w kościele – stoimy, gdy wszyscy stoją, siadamy, gdy siadają i klęczymy, gdy klęczą. Nie biegamy, nie jemy, nie pijemy, nie gadamy, nie krzyczymy, nie bawimy się zabawkami. Taki regulamin można wcześniej w domu spisać i dzieci i rodzice mogą podstemplować go dłońmi pomalowanymi farbami. Przedszkolaki czyli około trzylatki powinny uczyć się do takich zasad dostosowywać. Można też wymyślić jakąś fajną rodzinną nagrodę za dobre zachowanie w kościele – np. wspólny spacer po parku z karmieniem kaczek, gra w piłkę z tatą, albo pieczenie ciasta z mamą. Ważne, by nie były to nagrody materialne.

Dobrze jest przemyśleć na spokojnie przebieg Mszy świętej, by wiedzieć, w których momentach dzieci powinny nie przeszkadzać, a w których można im troszkę odpuścić. Kluczowe w trakcie Mszy są: liturgia Słowa – czytania i kazanie oraz Liturgia Eucharystyczna, którą kończy Modlitwa po Komunii. Szczególnie w tym czasie trzeba zająć maluchy tak, by innym nie zakłócały spokojnej modlitwy i jednocześnie same wytrwały.

Optymistyczne jest to, że da się to zrobić. Jak? Każdy może znaleźć własny sposób, ja podsunę kilka pomysłów zebranych od rodziców.

Nakarmić, napoić i wysiusiać dziecko przed wyjściem do Kościoła. Uprzedzić dzieci, że idziemy na Mszę i przypomnieć w konkretach, jakiego zachowania oczekujemy i dlaczego. Przypomnieć o przykrych konsekwencjach nieodpowiedniego zachowania. (Maluszki wózkowe mogą mieć coś do picia, najlepiej w swoim kubeczku czy butelce, żeby nie drażnić innych młodych wiernych, ale warto niejedzenia na Mszy uczyć od początku).

Nie spóźniać się, ale też nie przychodzić dużo wcześniej, bo pociecha zmęczy się i znudzi, zanim Msza się zacznie.

Usiąść z przodu, może nie na środku, ale tak, by dziecko mogło swobodnie obserwować, co dzieje się na ołtarzu, a w razie potrzeby, żebyśmy mogli je czymś zainteresować. Często w Kościołach są boczne wyjścia czy przejście do zakrystii. Dobrze by było, gdyby miejsce, w którym staniemy, dawało szybką możliwość ewakuacji.

Uczmy od początku prawidłowego zachowania – stania, gdy wszyscy stoją, klękania, gdy klęczą. Namawiajmy do włączania się w modlitwy, które malec zna (znak krzyża, Ojcze nasz, znak pokoju).

Można kupić modlitewnik mszalny dla maluchów z obrazkami i brać go ze sobą na Mszę świętą, jakiś czas się zajmą i będzie to na temat. Warto wcześniej przejrzeć w domu taką ksiażeczkę z dzieckiem i wytłumaczyć, że na obrazkach widać z bliska to, co dzieje się na ołtarzu.

Wcześniej w domu można „pobawić się w kościół” i na zmianę pokazywać, jak się grzecznie stoi, siedzi, klęczy, jednocześnie ćwicząc mówienie szeptem.

Sprawdzonym pomysłem jest zabranie dzieci do Kościoła, gdy nie ma Mszy i dokładne obejrzenie wszystkiego, co się tam znajduje. Gdy potem latorośl chce wejść gdzieś, gdzie nie powinna, odwołać się do takiej wizyty. Np.: teraz tam nie możesz wejść, bo trwa Msza i to miejsce dla księdza i ministrantów, ale jak byliśmy obejrzeć kościół, to widziałeś, że jest tam to i to.

Warto wybrać porę Mszy, w której maluchy nie są zmęczone.

Gdy dziecko będzie niegrzeczne, spróbujmy wyjść i porozmawiać o tym z nim, ale potem wrócić.

Na początku Mszy, pod koniec czy w trakcie kazania, można pozwolić pociechom odejść i obejrzeć, co je interesuje, ale po cichu i bez przesady – bez biegania i wchodzenia do prezbiterium. Warto przypominać dziecku, że, przechodząc przez środek kościoła, powinno przyklęknąć.

 

co im przekazujemy?

Prawie w każdej parafii jedna z niedzielnych Mszy świętych jest przeznaczona dla dzieci, można sprawdzić, czy taka Msza bardziej zainteresuje naszą pociechę, pamiętając jednak, że dzieci prawidłowego zachowania powinny uczyć się od dorosłych, nie od innych dzieci. Nie możemy więc na Mszy dla dzieci pozwalać im przekraczać zasady, które wyznaczyliśmy na czas wizyt w kościele. Starajmy się też mieć cały czas pociechę na oku i widzieć, jak się zachowuje, nie zwalniając się z opieki nad nią z tego powodu, że to Msza dla dzieci… Byłam kiedyś na Mszy, która została zakłócona koniecznością interwencji księdza odprawiającego, nie dopuszczajmy do takich sytuacji. Na Mszach dla dzieci często można usiąść na schodach, ale przypominajmy maluchom, by nie odwracały się tyłem do ołtarza, nie kładły się, nie wchodziły do prezbiterium.

Oczywiście to, co napisałam, nie jest idealną receptą, którą wystarczy zastosować, by otrzymać piorunujący efekt grzecznej i pobożnej pociechy. Praca nad zachowaniem dzieci w Kościele jest trudna i wymaga cierpliwości i konsekwencji, ale z całą pewnością dobrze przeprowadzona może przynieść efekty. Zakładając, że dzieci uczą się głównie przez obserwację – trudno na koniec nie zadać jeszcze jednego pytania – czy my, rodzice, idziemy na Mszę świętą z radością, rozumiejąc i tęskniąc za tym, co się tam dzieje? Na to każdy rodzic mszalnych rozrabiaków musi sobie sam odpowiedzieć.

Wsparcie

Prosimy o wsparcie naszej Fundacji poprzez wpłatę dowolnej kwoty na rachunek:

Fundacja Dobrej Edukacji “Maximilianum”
ul. Podleśna 10, 96-314 Kaski
60 1090 1056 0000 0001 1984 9546 (Bank Zachodni WBK)
Tytuł przelewu: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE

Serdecznie dziękujemy za okazaną nam pomoc!
Bóg zapłać!
  

Fundacja Dobrej Edukacji Maximilianum
ul. Ks. J. Poniatowskiego 12, 05-870 Błonie
info@fundacjamaximilianum.pl
36 queries in 0,063 seconds.